Dobry balans w butach New Balance

Dziś na tapecie temat biegania.

A konkretniej moja subiektywna recenzja nowych butów do biegania
marki New Balance model MT 10LR

(tutaj znajdziecie dośc profesjonalną recenzję tego modelu wraz z jego szczegółowym opisem:
http://birthdayshoes.com/review-new-balance-minimus-trail-leather-mt10 )

Nigdy nie kolekcjonowałam ogromnych ilości szpilek, koturn czy innych pantofli. Owszem, zdarzalo mi się mieć nadmiar butów, bo zwykle szukałam wygodny i mojego swoistego stylu – w jednej parze, a to drość trudne. Swego czasu uzbierałam jednak dość pokaźny zbiór butów do biegania. Moje poszukiwania wygodnego i wspaniałego buta biegoweo trwały długo, aktualnie udało mi się znaleźć model, który zaspokaja moje wyszukane w tej kwestii gusta 😉 i o tym dzisiejszy post. Niezainteresowanych tematem – polecam spacer na świeżym powietrzu, u mnie w ogródku już wiosna :)))

Jeśli chodzi o samo bieganie, przygodę z tym sportem, we własnym amatorskim wydaniu, zaczęłam ponad 5 lat temu. Chociaż jako dziecko nie przepadałam za ta formą ruchu, niestety, grubo po dwudziestce w końcu doceniłam zalety biegania. Piszę „w końcu”, bo przyznaję z ręką na sercu, ze stanowczo zbyt późno. Lepiej późno, niż w cale – mawiają. Dla mnie bieganie samo w sobie, oraz przez to co we mnie wyzwoliło, stało się bardzo ważnym elementem aktywności, wpłynęło pozytywnie na me ciało oraz ducha. Ale o tym, może jeszcze kiedyś napiszę więcej 🙂

Dziś biegam dla zdrowia, relaksu, rekreacyjnie po prostu. Nie ścigam się z życiem, nie rywalizuję. Czasem w trasie ponosi mnie chwilowo ambicja, ale szybko wracam do swojego ulubionego tempa. Odnajduje w tej czynności czystą przyjemność. Nie zmuszam się do biegania. W mojej „biegowej historii” zaliczyłam wiele kontuzji – od niedomagań rozcięgna podeszwowego, na rozgruchotanej kości trzeszczki w stopie, kończąc. Nic miłego.
Ale kontuzje nauczyły mnie pokory względem własnego ciała oraz utwierdziły w przekonaniu, że bieganie winno być naturalną czynnością, a nie wyrazem wspomnianej wyżej ambicji czy ego.

W związku z tym niewielkim, ale jednak jakimś, „stażem” w bieganiu, moje stopy nosiły wiele różnych butów biegowych.

Zaczynałam – dziś twierdzę, że niestety – od klasycznych butów dla biegaczy, z amortyzacją na całej płaszczyźnie podeszwy. Wtedy mało jeszcze wiedziałam o zaletach tzw „naturalnego biegania”, czyli – po pierwsze o prawidłowej postawie, wybiciu i lądowaniu na odpowiedniej – tj. środkowo-przedniej – części stopy oraz o unikaniu zbytniej amortyzacji w obuwiu.

Biegałam głównie w butach firmy Nike, ale „po drodze” nosiłam też jakieś Adidasy (krótko, czułam je beznadziejnie, twarde, toporne i wąskie) oraz ze dwa dość stare modele New Balance (jeden trailowy – był swietny, niestety miałam zbyt mały rozmiar, dlatego nie dałam rady w nich długo biegać, oraz inne – wodoodporne „zimówki” – te z kolei kupiłam zbyt duże, ale w śniegu spisywały się rewelacyjnie). Potem długo i do dziś w zasadzie, wkładałam buty firmy Nike. Zaczynałam od klasycznych Pegasusów, skończyłam na modelach Equalon oraz kilku modelach z serii Free.
Te ostatnie upodobałam sobie z racji ich konstrukcji – lekkiej, elastycznej, z minimalną amortyzacją – pozwalającej stopie na wiele swobody i bardziej wzmożoną pracę mięśni.
Do dziś lubię Nike Free 3.0 i 7.0 – (także do chodzenia), ale szukałam butów o jeszcze prostszej konstrukcji, cieńszej podeszwie, minimalnemu spadowi na lini pięta – śródstopie oraz dających mej dość szerokiej stopie – luz i potrzebną w moim biegu wolność, jak i minimalną amortyzację na twardym szosowym podłożu.

W ubiegłym roku stałam się posiadaczką pięciopalczastych FiveFingersów Classic (najprostszy model, i najtańszy jednocześnie 😉 ) – w których lubię chodzić i czasem biegać na naturalnym podłożu (ziemia, trawa, leśne ścieżki), jednakże na miejskie chodniki wyłożone betonem i asfaltowe pobocza dróg, te buty są dla mnie zbyt minimalistyczne. Oszczędzam swoje stopy, mając na uwadze jeszcze dość niedawno popękaną mocno kość przodostopia.

Mój Luby Drogi w ubiegłym roku zaopatrzył się w minimalistyczne buty firmy New Balance – o której osobiście miałam bardzo dobre mniemanie.
Zachęcona Jego pozytywnym owych butów odbiorem, postanowiłam sama, wraz z przyjściem wiosny 🙂 podobne buty sobie zakupić.

Udało się, po niekrótkich poszukiwaniach, znalazłam model, który odpowiada mi pod wieloma względami.

Niestety w ofercie firmy nie było wersji damskiej tego modelu, dlatego po konsultacji z przedstawicielem sprzedawcy, zdecydowałam się na model męski, dobierając jedynie odpowiednio rozmiar (kierując się długością wkładki w centymetrach).

Buty leżą na mojej stopie jak szyte na miarę ! :)))

Mam dość szeroką stopę w przodostopiu i zwykle miałam problem z dobraniem odpowiedniego obuwia biegowego. Dlatego tak upodobałam sobie Nike – gdyż one mają dośc szeroką konstrukcję (zwykle) cholewki, choć i nawet wspomniane wyżej Nike Free, często podczas biegu, zaczynały mnie uciskać, co powodowało czasem przykre odrętwienia stopy 🙁

W New Balance tego dyskomfortu nie doświadczam! 🙂

Luz, swoboda i wolność dla mych palców :)) W końcu!
Cholewka buta od zewnątrz jst skórzana – ładnie wyprawiona skóra, okazuje się być bardzo elastyczna. Wewnętrzna chlewka – to dość miły i „oddychający” materiał.

Ogólnie w bucie po wielogodzinnym użytkowaniu – na dworze i w pomieszczeniu, stopa pozostaje prawie sucha. Nie „zaparza się” i nie poci , jak w wielu innych butach sportowych.

Wewnątrz szwy są sprytnie pochowane, przez co nic mnie nie ugniata i nie ociera. Wprawdzie noszę cienką skarpetkę bawełnianą, i przez pierwszy dzień jedna pięta doznała otarcia, ale dyskomfort minął szybko. Teraz czasem mam wrażenie jakbym nie miała na stopie butów!
Przyczepność do podłoża – bardzo dobra. Na mokrym asfalcie, betonie, na lekko oblodzonym (biegałam przy temperaturze około 0 st.- niestety nie załapałam się już  na większe mrozy) buty sprawują się świetnie. Z opowiadań wiem, że i na lodzie buty mają całkiem dobrą przyczepność.

O dziwo – pomimo zupełnego braku amortyzujących wkładek i zaawansowanych rozwiązań mających rozpraszać czy też pochłaniać wstrząsy, podeszwa bardzo ciekawie delikatnie rozprasza wibracje i siłę uderzenia o asfalt i beton. Wprawdzie nie biegam długich dystansów, bo moja forma biegowa ostatnio trochę spadła, ale po przebiegnięciu takiego samego dystansu w Nike Free, moje odczucia były mniej korzystne.

Moim zamiarem było, aby oprócz biegania, buty służyły mi także do chodzenia, na co dzień.

I tak jest. W butach tych stopy moje gnieżdżą się ostatnio przez średnio 9 godzin dziennie, w mojej pracy sporo chodzę, siedzę może w sumie 1/3 wspomnianego czasu.
Po całym dniu nie czuję zmęczenia, choć odczuwam mięśnie stopy, ale pozytywnie.

Jestem zadowolona z zakupu, buty spełniły moje oczekiwana,  z ręką na sercu polecam ten model wszystkim, którzy cenią sobie swobodę w bucie podczas biegania i chodzenia.
Dla mnie but ten jest świetnym „podłożem treningowym dla stopy” w przygotowaniu do biegania boso, albo w jeszcze  bardziej minimalistycznym obuwiu.
Osobiście boso biegam głównie po leśnych traktach – naturalnym podłożu i w zbliżającym się sezonie wiosenno-letnio-jesiennym – zamierzam zwiększyć dystanse biegając boso.

O bieganiu boso i jego zaletach opowiem w przyszłości.

Teraz na fali ekscytacji nowymi butami 😉 chciałam się podzielić moimi wrażeniami z ich użytkowania i tym samym zachęcić Wszystkich, także biegaczy amatorów, do wybierania obuwia jak najmniej wypaczającego te naturalną formę ruchu, które pozwala mięśniom naszych stóp pracować, wzmacniać się, przez co poprawia się nasza postawa, i zdrowie – generalnie.

Chodźmy BOSO – po domu, po lesie, po łąkowych ścieżkach, po parkach, a nawet po mieście :)) mi się zdarza śmigać boso po mieście, czasem wracając z leśnego biegu, ale bywa to mało przyjemnie. Przyodziewajmy nasze stopy w buty, które chronią nas przed skaleczeniem, ale nie odgradzają nas od podłoża tworząc pozornie tylko zdrową, choć może dla niektórych przyjemną „chmurkę” czy też „poduszkę”.

pozdrawiam 🙂

Zawarte na stronie treści to efekt moich doświadczeń, zdobytej wiedzy oraz własne refleksje na dany temat. Cenie sobie naturalne rozwiązania i je promuję. Ale decyzje w kwestii swojego zdrowia każdy podejmuje na własną odpowiedzialność. Dziękuję, ze tu zaglądasz 🙂 Pozdrawiam naturalnie. Asia

FacebookTwitterGoogle+Podziel się