Co JADAM PODCZAS WYJAZDÓW (w dzicz i nie tylko) – czyli wypadowe jedzenie „plecakowe”

 

Nie jestem pewna czy gdzieś wyskoczę w tym roku na urlop, ale postanowiłam odświeżyć wpis o tym co zabierałam kiedyś i zabrałabym teraz (gdybym się wybierała na jakąś wycieczkę w dzicz) do jedzenia (i nie tylko).

Warto przygotować sobie „prowiant”,  o którym dziś chce Wam krótko opowiedzieć.

Jedzenie, które zabierałam kiedyś na dzikie wypady do plecaka, było pożywne, naturalne, sycące, dość lekkie (wagowo), smaczne, domowe i mieściło się w ramach diet paleo/lchf/keto.

Co zatem może znależć się w moim wycieczkowo-wypadowym prowiancie:

1. SUSZONE MIĘSO/DOJRZEWAJĄCY BOCZEK

Już kiedyś pisałam na ten temat, jak zrobić sobie takie przekąski – zapraszam zatem do tego wpisu.
Suszone mięso robi się w zasadzie wedle tego samego wzorca.
Pokroić mięso na w miarę cienkie plastry, obsypać przyprawami (sól plus zioła), natrzeć, warto zostawić na kilka godzin. Powiesić w suchym przewiewnym miejscu. Maks 5-7 dni i gotowe. czasem już po trzech dniach jest dobre. Im cieńsze plastry, tym szybciej się ususzy.

Mięso można także suszyć w suszarkach elektrycznych (takich do grzybów, ziół, owoców). Cienko pokrojone plastry susza się w ciągu kilkunastu godzin.

SAM_0353

SAM_0355

To świetna przekąska i danie „wypadowe”.

2. SUSZONE OWOCE, ORZECHY, ZIARNO KAKAOWCA

– po prostu – daktyle, rodzynki, aronia. Czasem robię mieszanki owoców suszonych z podprażonymi lekko pestkami słonecznika, albo z orzechami (wcześniej moczone, potem podsuszone), albo zabieram po prostu same suszone owoce. Surowe ziarna kakaowca to też fajna przekąska, z nutką teobrominy 😉

SAM_0336

SAM_0335

Z suszonych owoców i orzechów można też przygotować batoniki (zblendować ze sobą orzechy i owoce, albo pociąć w malakserze, sklepić wiórkami kokosowymi i ewentualnie odrobina miodu i oleju kokosowego albo łoju – i też mamy świetna przekąskę, dość lekką).

Na trasie zwykle bez problemu (w okresie letnim) można kupić lub znaleźć świeże owoce – a te suszone to dobra skoncentrowana dawka cukru.

Osoby na diecie ketogenicznej albo lchf muszą oczywiście raczej zrezygnować z owoców suszonych, albo wziąć ich bardzo mało – można spróbować wziąć goji, aronię, rokitnika, berberys – są mniej słodkie (zawierają mniej fruktozy), no ale to jednak są owoce – więc trzeba sobie sprawdzić makro 🙂

3. Trochę SUROWEGO MIODU – zamiast albo obok owoców.

4. Moja ZUPKA EKSPRESOWA.

P1090997

To proste danie. Taka zupka instant w zdrowej wersji. Składa się z tłuszczu gęsiego i wołowego, suszonych warzyw, soli i ziół. Dodać można do niej tez skwarki (u mnie to pozostałości z wytapiana łoju) oraz ewentualnie pokruszone drobno suszone mięso. Ja mięso zabieram osobno i w razie ochoty zawsze mogę je sobie dodać do zupki. Której przygotowanie jest proste. Warzywa suszone (ja kupuję gotową mieszankę) mielę w młynku na drobno, dodaję ulubione ziółka i sól.
W naczyniu podgrzewam łoje (wołowy i gęsi – to dobra mieszanka na lato, na zimę można użyć tylko gęsiego, który po prostu ma niższa temperaturę topnienia). Można dodać wspomniane skwarki. Do ciepłych tłuszczy dodaję zmielone warzywa, mieszam i tak maceruję jakiś czas na ciepło (w kąpieli wodnej, nie bezpośrednio na ogniu). Doprawiam solą i pieprzem wedle smaku. Mieszanka powinna być intensywna w smaku, bo potem jest rozwadniana.

SAM_4020

P1090994

P1090995

No właśnie – gotową papkę przekładam do pojemnika. Około łyżka-dwie lub trzy mieszanki – na kubek wody (zalewam wrzątkiem, przykrywam na jakiś czas, albo ewentualnie można razem wszystko podgrzać. Do tej zupki (taki rosołek wyjdzie) – można dodać trochę Pemmikanu – wtedy będzie bardzo treściwa i sycąca (i tłusta) albo poszarpane na kawałeczki suszone mięso (suszone mięso łatwo się kruszy w rękach).

P1090996

Super sprawa – polecam!

Tę zupkę można wymieszać z pokruszonym suszonym mięsem wołowym, albo z ryba – albo co tam sobie ususzycie. Proporcje można zmienić tak by np pasowały do diety keto i lchf 🙂 Wtedy odpowiednio manewrujemy proporcjami warzywka do tłuszczu i mięsa. I taką mieszankę mięsno, tłuszczowo – warzywną przełożyć do słoika. Nie zapomnijcie o ulubionych ziołach! 🙂 Zamiast słoika warto oczywiście wziąć jakiś lekki plastikowy szczelny pojemnik 🙂

5. PEMMIKAN.

P1090658

To tradycyjne danie Indian. Mieszanka suszonego mięsa z tłuszczem (można robić barani, wołowy). W proporcjach 1:1 (wagowo,czyli objętościowo suszonego mięsa będzie więcej). Do pemikanu można dodać suszone owoce i zioła. Ja dodaję sól i trochę ziół oraz aronię. Taki pemmikan po zastygnięciu to świetny półsurowy baton – bardzo dobra porcja energii. Polecam.

SAM_4000

SAM_4003

SAM_4005

Jak zrobić pemmikan i inne rzeczy, w survivalowych warunkach dowiecie się na przykład na tym szkoleniu:

http://www.survivaltech.pl/oferta/szkolenie-realna-kuchnia-survivalowa

6. PODSUSZANA WĘDLINA (kabanos, palcówka).

SAM_0358

Jeśli tylko udaje mi się kupić dobrej jakości wędlinę bez „syfów” – to taką suchą warto także ze sobą zabrać (kabanosy, podwędzane żeberka, palcówka – czyli surowa podsuszana kiełbasa zwykle).

7. Ulubiona herbatka – lawendowa, zielona, czarna. Trochę suszonych liści – nigdy nie zaszkodzi by zabrać ze sobą.
Ja lubię mieszankę lawendy z chmielem, ewentualnie z zieloną herbatą. Miło tak gdzieś na biwaku, na obrzeżach lasu napić się takiego naparu 🙂 Tutaj sprawdza się gazowy palnik turystyczny albo survivalowa kuchenka metalowa na paliwo (śmierdzi, ale nie dymi i nie grozi bandą leśników na głowie, jak to bywa gdy rozpali się ognisko).

8. Robiłam też dla Jakuba na górską wyprawę batony proteinowe (ma bazie białka serwatkowego). Ja też lubię się wspierać batonami proteinowymi. A samemu tez można sobie takie dość łatwo zrobić. Potrzeba tylko kilku składników (ale o tym już innym razem, w innym osobnym wpisie).

No to w drogę, pa. Powiedziałabym, gdybym się wybierała na dziką wyprawę (w tym roku nie dam rady, ale w przyszłym może…)

… „Już za parę dni, za dni parę..Wezmę plecak swój i gitarę” …

…Gitary nie mam ale wezmę za to mój zajebisty nóż oraz hamak, który dostałam od Mojego Lubego.
A te piękne rzeczy zrobił ręcznie Sergiusz – polecam!

SAM_4012

SAM_4015

SAM_4010

SAM_0310

SAM_0307

SAM_0305

Hamak ma „kieszeń”, w którą można napchać np siana, albo słomy, przez co będzie cieplej. Albo użyć jako płachtę – gdy śpimy na ziemi.

Ach, no i jeszcze pokażę Wam moją apteczkę oraz kosmetyczkę wyjazdową, wraz z ręcznikiem kąpielowym i zestawem do makijażu 😉 (wszystko jest na zdjęciach, jakby ktoś czegoś szukał oczyma, to nie znajdzie ;)).

SAM_0324

SAM_0326

Na górze w pojemniczkach: sam łój, maść propolisowa, olejek z drzewa herbacianego (warto tez cedrowy wziąć), pryskadło na komary.

SAM_0328

Ten mały pojemnik to chyba dezodorant albo krem łojowy 😉
Te chusteczki są składowo całkiem dobre, jedne z nielicznych. Nie mają syfów,
a czasem w obliczu wielodniowego braku wody – przydają się do przemycia tu i ówdzie.

SAM_0329

A tutaj mieszanka przeciwko insektom (nalewka goździkowa plus olejki eteryczne, alkohol, woda i odrobina olejku migdałowego). Obok perfumki – co był czasem ładnie pachniała – woda. spirytus i olejki. SAM_0332

Węgiel – no bywa, ze się przydaje. A nawet w razie czego do mycia zębów dobry.
Można jeszcze wziąć (i warto) probiotyki w kapsułkach (które nie musza leżeć w lodówce).

No to tyle by było :)) Miłych wypadów w dzicz :))

 

 

 

Śledź NATULE w social media: