Kawa .. kawunia .. w (neo) paleo wydaniu. Pychota!

Lubisz kawę? Trudno rozstać Ci się z jej smakiem, z tym przemiłym dla nozdrzy aromatem…
Wielu wokół mówi, że jej picie jest niezdrowe, bo „wyciąga” z nas minerały, bo jest zbyt pobudzająca…
Tych „ale” jest sporo, jednakże w moim mniemaniu, pita z umiarem nie szkodzi, zwłaszcza w takim z lekka paleo towarzystwie 🙂
Pisze „z lekka” gdyż masło nie jest do końca produktem paleo, ale ja dopuszczam w swojej diecie surowy nabiał.

Jako że sama kawa z mlekiem jest troche nudna, poza tym nie chcę przesadzać ze zbyt dużą ilością mleka nie ukwaszonego (oczywiście mam na myśli surowe niepasteryzowane mleko, bo o innym słyszeć nawet nie chcę), szukałam innych opcji – poprawiających walory zdrowotne kawy. Którą niektórzy –  a ja czasem lubię pić w postaci małego esspresso – ale jednak nie syci tak jak moja propozycja 🙂

Przypadkiem zachęcona do zapoznania się z przepisem na tzw. BulletproofCoffee, doznałam przypływu weny i zainspirowana ową receptą przyrządziłam sobie i do dziś praktykuję tę metodę, swoją wystrzałową kawę. Która pijam ze smakiem rano, w wielkim kubku – gdyż nie ma ona nic wspólnego z czarnym jak czarna dziura 😉 esspresso.

Piję ją i nasycam się na godzin wiele. Kawa ta zastępuje mi w zasadzie śniadanie.
Bowiem moja kawa to tłuścioszek i dość mocno białkowy także, posiłek. Nie ma się jednak co bać tych tłuszczy. Nie dość, ze surowe to do tego nie występują w połączeniu z cukrami (chyba, że dodamy miód – jeśli ktoś już musi, czego ja generalnie nie polecam), nie powodują fluktuacji glukozy we krwi, przez co nie następuje efekt wyrzutu insuliny, nasze ciało nie musi zajmować się regulacją glukozy we krwi, dzięki czemu między innymi nie zużywa dodatkowych porcji fosforu i wapnia – czerpiąc je wówczas chociażby z kości. Poza tym, nie ma po takiej kawie po upływie kilkudziesięciu minut efektu „zejścia” bo o ile sama kofeina może juz nie działa stymulująco, to tłuszcze dają nam zapas energii na długo hamując jednocześnie apetyt na cukry – dzięki czemu nie ma potrzeby po nie sięgać (ani podczas picia kawy, ani długo po jej wypiciu).
Dlatego między innymi kawa ta nie jest tucząca 🙂 Wielu za pewne słyszało także, ze tłuszcze nasycone zawarte w oleju kokosowym mają działanie wspomagające odchudzanie, nie wspominajac o innych prozdrowotnych właściwościach oleju kokosowego (wiecej mozecie poczytać na przykład tu). Masło – chyba ostatecznie wygrało wojnę z margaryną, jak sądzę 😉 a takie ubite z mleka, od krów jedzących trawę i wypasanych na słońcu, a nie od tych pałaszujących przemysłową paszę w ciemnej oborze za dnia i w nocy, zawiera sporo witaminy A,D, E, K.
A żółtka – no cóż. Chyba nie muszę nikogo przekonywać do tego, że żółtko jest swoistą esencją życia. A, że cholesterol… To nie nowość, ze cholesterol po pierwsze nie jest naszym wrogiem – a wręcz przeciwnie, ma za zadanie wspomóc prcesy regeneracyjne oraz jest konieczny dla prawdiłowego funkcjonowania naszego układu hormonalnego, to ponadto – ten obecny w naszym krwioobiegu, jest w większości dziełem naszej wątroby, a nie skutkiem spożycia go w pokarmach pochodzenia zwierzęcego.
Pewna Mądra Kochana Głowa podpowiedziała mi jeszcze, iż tłuszcze wraz z kawą występujące w owej kompozycji, najprawdopodobniej skutecznie neutralizują ewentualnie zawarte w kawie toksyny – które powstać mogły podczas procesu wzrostu (pestycydy, nawozy chemiczne) oraz palenia. I zgodzę się z tym, jak najbardziej.

Wracając do kawy – chcę zaznaczyć, iż jest ona jednak przede wszystkim smaczna, puchata (ach…ta pianka) i kremowa.

Czas w końcu na przepis:

około szklanki zaparzonej świeżo kawy naturalnej (można eksperymentować z kawą zbożową, cykoriową lub żołędziową –
jeśli ktoś lubi i nie chce pić naturalnej)

1 łyżka (na początek) oleju kokosowego dziewiczego

1 łyżka (na początek płaska) masła (surowe najlepiej)

2 żółtka

1/3 szklanki mleka surowego (opcjonalnie)

cynamon/wanilia/miód (opcjonalnie)

białka (opcjonalnie)

zimą można dodać wiecej przypraw – gałkę muszkatołową, imbir, kurkumę

Podczas gdy kawa parzy sie w imbryczku, ja mieszam (najlepiej użyć blendera) żółtka, masło i olej kokosowy na jednolitą masę (czasem dodaję mleko i cynamon, ale nie są one konieczne).


Następnie do ów mieszanki dolewam niewielką ilosć kawy i raz jeszcze przez chwilę blenduję.
Można w trakcie dodać pozostałą lość kawy (nie wlewam całości od razu, aby żółtka nie doznały szoku termicznego, tracąc przy tym swoje nie tylko odżywcze właściwości). Z tego samego powodu dodaję także właśnie mleko, aby trochę obniżyć temperaturę napoju.

Po zmiksowaniu wychodzi puszysty napój, przypominający w konsystencji i trochę smaku – cappuccino.

Jeśli mam czas i ochotę – pozostałe z oddzielenia żółtek – białka ubijam mikserem na pianę, dodając odrobinę miodu (można bez miodu, dodać tylko wanilię lub cynamon). Taką białą piankę można dodatkowo wyłożyć na kawę, uprzednio już przelaną do kubka. Kawę posypuję cynamonem lub wcześniej (na etapie blendowania) dodaję wanilię i miód.

Ostatnio przeczytałam, że warto przed taką kawą połknąć trochę tranu – jako źródła witanmin D i A miedzy innymi, gdyż w obecności tłuszczy (masło i olej kokosowy, żółtka) witaminy te jeszcze łatwiej zostaną wchłonięte. W sumie to dobry sposób, ja zwykle łykam tran wieczorem. Ale spróbuję tę metodę.

Smacznego zatem kawowania!

 

Śledź NATULE w social media:

Zawarte na stronie treści to efekt moich doświadczeń, zdobytej wiedzy oraz własne refleksje na dany temat. Cenie sobie naturalne rozwiązania i je promuję. Ale decyzje w kwestii swojego zdrowia każdy podejmuje na własną odpowiedzialność. Dziękuję, ze tu zaglądasz 🙂 Pozdrawiam naturalnie. Asia