Loki, fale – moja pielęgnacja włosów

Ten post powstaje bardzo spontanicznie, na fali refleksji związanej z moimi włosami.

Powiem Wam, że refleksja moja jest też w związku z tym taka bardziej natury ogólnej:
Jeśli trochę poświęcimy czasu, energii i uwagi sobie – temu co w nas siedzi w sercu, w naszej naturze – to pięknie się To rozwinie, uwydatni, rozkwitnie jak najpiękniejszy kwiat.
Piękno w środku ukryte wymaga odkrycia i uwagi mu danej.
Każdy ma w sobie takie piękno.

Bynajmniej, nie chodzi tutaj tylko o kręconą naturę włosów…ale także 🙂

Wracając do włosów…

Przez lata wiele z Was, pytało mnie o pielęgnację włosów.

Przez lata – moja pielęgnacja włosów była raczej – żeby nikogo nie urazić – uboga.

Prosta, szybka i bez wielkiego wkładu czasu i energii w nią.

Z natury mam włosy podatne na falowanie – kręcenie się w lekkie loki, fale.
Gdy są dłuższe – siłą rzeczy się prostują, choć jako dziecko miałam włosy raczej proste niż kręcone. Do tego dość ciemne.

W swoim 37 letnim życiu miewałam włosy i bardziej i mniej kręcone. Na „wielkie” wyjścia zdarzało mi się je nawijać na wałki, papiloty, potem kręcić lokówką.

Poniżej zdjęcie z bierzmowania i naturalnie wystylizowane – ugniataniem włosy, w naturalnym kolorze (choć na zdjęciu są ciemniejsze niż były – to jest zdjęcie zdjęcia…) – pomiędzy średnim blondem, a lekkim brązem – wpadające zawsze w ciepłe tony.

Od dawna zawsze trochę włosy rozjaśniałam, robiąc refleksy, pasemka – rozjaśniaczem chemicznym.

Lubiłam się w tych refleksach.
Eksperymentowałam z różnymi farbami, starałam się wybierać zawsze te delikatniejsze, ale były to rozjaśniacze oparte na amoniaku itp. działających substancjach.

Tutaj miałam chyba z 19 lat czy jakoś tak 😉 Zdecydowanie mniej kręcone były, ale i rozjaśnione. To był u mnie czas raczej prostych włosów.

A to jeszcze w połowie liceum – naturalne loki z rudymi pasmami 🙂

Potem był czas, że farbowałam się na ciemno – brąz, kasztan. Nie czułam się w tedy w tym kolorze dobrze. Wyglądałam dość blado.

Średnio podoba mi się ten look 🙂 Włosy krótkie, proste, nie prostowałam ich prostownicą.

Ostatnie lata też miałam lekko rozjaśniane pasma, a włosy w zasadzie zapuszczałam, nie podcinając ich jakoś regularnie, chyba, że samą mnie naszło i wtedy robiłam jakieś cięcia przed lustrem 😉 Zosia samosia…

A z taką fryzurą, mniej więcej, się urodziłam 😛

Ok 7 lat temu, po wielu latach ścięłam włosy na krótsze i znów miałam lekko proste, jasne. Ale dość zniszczone rozjaśnianiem.

No i potem znów zaczęłam zapuszczać włosy i niespecjalnie dbałam o moje loki i fale.

A to Gutek 16 lat temu. Też miał troszkę kręcone włosy 😉 Jaki Pan taki kram 😛 – taka mała dygresja. Żartuję, włosy Gutek miał proste zawsze, ale szukając swoich zdjęć natrafiłam na tę fotkę i musiałam ja zamieścić.

Kilka ostatnich lat myłam włosy głównie żółtkami wymieszanymi z wodą, potem zaczęłam dodawać odrobinę octu.

Ten naturalny szampon sprawdzał się całkiem dobrze. Tutaj link do postu na jego temat. Włosy były oczyszczone i długo zachowywały świeżość. Moja skóra głowy lubiła ten szampon. Nigdy mnie nie swędziała, nie sypał się łupież. Było okej.

Po pewnym czasie i po kolejnym rozjaśnianiu włosów, stwierdziłam jednak, że końcówki włosów (mniej więcej od połowy) są niestety mocno zniszczone, suche. Fryzjerka też nie była zadowolona jak zobaczyła moje włosy 🙂 Mówiła – mocne, ale suche… Nie rozdwajały się, były dość mocne, ale bardzo porowate. Aż dziw, że końcówki były całe. Może to zasługa mycia żółtkami.
Włosy coraz trudniej się układały, nie chciały się falować, były lekko proste, ale dość „strzechowate”.
Zawisła nade mną wizja ich ścięcia, bo nie chciałam wglądać jak wiejska chata sprzed wieków… 🙂
Być może były przeproteinowane. Taka „strzecha”, może być tego objawem. W moim wypadku inne szampony „super hiper naturalne” – jak mycie sodą oczyszczoną, glinką czy inna paciają, nie podobały mi się i nie zamierzałam się nimi maltretować. Dlatego postanowiłam wrócić do moich ulubieńców sprzed lat – czyli marki Fitomed.
Kiedyś (około 8-7 lat temu) używałam też szamponów z Rosmanna – z serii Baby Dream oraz z Altery – ale mam wrażenie, że teraz mi Altera już nie służyła. A skład Baby Dreamowego szamponu uległ chyba lekkiej zmianie.

Zrobiło mi się szkoda włosów i zaczęłam szukać innej opcji, odstawiając na jakiś czas mycie żółtkami.

Tak wyglądały moje włosy w 2017r, tutaj bez stylizacji i po czesaniu. Fatalnie 🙂 Strzecha normalnie 🙂 Strzecha jest też częściowo zasługą tego, że moje włosy są lekko falowane właśnie. No ale poślizgu i gładkości, to im jednak brakowało.

W poszukiwaniu ratunku 🙂 natrafiłam na metodę pielęgnacji włosów podanych na kręcenie – która jest dość ciekawa, może być mniej lub bardziej „naturalna” czy też prosta, w każdym razie – służy ona wydobyciu z włosów naturalnego skrętu.

Postanowiłam ja przetestować. Przypomniałam sobie czasy liceum i moje naturalne loczki układane odżwyką z Avonu 🙂

W Internecie owa metoda funkcjonuje pod nazwą CG (od Curly Girl) i zakłada kilka kroków w pielęgnacji i myciu włosów.

Postanowiłam zaadaptować dla siebie podstawowe jej założenia.
Zwłaszcza, że stwierdziłam, że już lata temu (mając raptem 14 – 16 lat, zdjęcia z bierzmowania) sama stosowałam podobną metodę 🙂 Intuicyjnie.
Wówczas – aby uzyskać naturalne fantazyjne loczki, ugniatałam po umyciu włosy, dłonią z pomocą odżywki, której nie trzeba było spłukiwać. Pamiętam do dziś tę odżywkę – wspomnianą wyżej, marki Avon.

Ale wracając do dziś…

Poniżej zdjęcie przed farbowaniem, ale ze stylizacją loków glutem lnianym – jeszcze bez innych elementów metody CG.

I tak od kilku tygodni bawię się tą metodą, eksperymentuję i patrzę na efekty.

Nie uważam się za jakiegoś eksperta w tej materii, broń boże – raczej po prostu dzielę się swoim doświadczeniem. Bo mam taką potrzebę.

Na tę chwile dostrzegam następujące zalety tej metody (metody w moim wydaniu):

  • włosy są miękkie w dotyku, bardziej lejące, elastyczne
  • włosy mniej się puszą i są bardziej śliskie – wcześniej potrafiły być tępe jakby w dotyku i nie musiałam używać gumki by warkocz mi się nie rozplątywał (były bardzo suche)
  • lepiej rozczesują się pacami i mniej plączą, wcześniej miałam momenty, że robiły mi się małe kołtuny na końcówkach, masakra
  • pomimo wielokrotnych farbowań, wyglądają zdrowieji mają większy połysk
  • końcówki nie rozdwajają się
  • myję je dwa razy w tygodniu, w tym tylko raz szamponem
  • loczki utrzymują się – nawet pomimo braku lakieru, choć z czasem trochę się prostują
  • dobrze i wygodnie czuję się w „wolnych” loczkach i falach, które mogę też fantazyjnie upiąć w pracy, na przykład

Jestem trochę leniwcem 😉 , więc szukam metody, która jest dość szybka, prosta i zgodna z moją naturą – także włosa. Nie wyobrażam sobie siedzenia przed lustrem kilkadziesiąt minut, prostowania włosów albo kręcenia na lokówce…

Postanowiłam też wrócić do bardziej naturalnego koloru włosów i zafarbowałam się na ciemny blond.
Trochę pomazałam na czerwono końcówki – by nadać włosom „charakteru” 🙂

Na zdjęciu powyżej mam włosy po olejowaniu, umyte odżywką. Są miękkie i sprężyste, ale odczuwalnie cięższe, loczki wystylizowane oczywiście glutem 🙂

Wybrałam farbę marki BioKap – całkiem dobra opcja, choć mam poczucie, że szybko się zmywa. A że mam juz trochę siwych włosów, potrzebuje już farby raczej…
Rozważam hennę – w kolorze lekkiego brązu, ciemnego blondu w odcieniach ciepłych. Ale póki co rozważam.

Na tę chwilę postanowiłam sięgnąć po kilka produktów, które kupuję i robię w domu sama. Taka metoda mieszana.

Na czym polega (w skrócie) metoda CG?

  • myjemy włosy rzadkodelikatnym szamponem bez SLS/SLES i silikonów (włosy kręcone raczej nie lubią się z silikonami), częściej myjemy włosy – odżywkami (te także bez silikonów)

Ja postanowiłam mieć na podorędziu szampon z firmy Fitomed (to polska marka produkująca ziołowe i naturalne produkty do pielęgnacji ciała, znam ją od lat, i po latach postanowiłam znów sięgnąć po jej produkty. Polecam tę markę – używają mnóstwo ziołowych ekstraktów i detergenty i składniki pochodzenia roślinnego. Dobra rodzima marka, produkty są w bardzo przystępnych cenach).

Kupiłam też bardziej drogeryjny szampon z L’Biotiqa – z serii BioWax – tej w 99% naturalnej, cokolwiek to znaczy 😉
Ale fakt, skład jest dla mnie spoko. Z tej samej serii kupiłam tez maskę do włosów – również bez silikonów.

  • po umyciu włosów – szamponem po olejowaniu (o olejowaniu napiszę później), albo odżywką, nakładamy odżywkę.
    Ja sięgam po produkty wyżej wymienionych marek, testuję tez odzywkę aloesową z Equilibry – z której to firmy mam też, polecany przeze mnie w jednym z moich filmików, żel aloesowy.
    Nakładając odżywkę włosy można przeczesać palcami lub grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami.
    I TO JEST JEDYNY MOMENT KIEDY WŁOSY KRĘCONE MOŻEMY CZESAĆ!
    To jest ważny punkt „programu”.
    Ogólna zasada jest taka, że włosów kręconych nie czeszemy na sucho!
  • gdy spłuczemy odżywkę, włosy miast wykręcać i „pakować” w ręcznik – powoli cierpliwie zaczynamy „wyciskać” już formując skręty… Gdy nie są już ociekające nakładamy na nie lniany glut 🙂 Lniany glut można wymieszać z aloesowym żelem – to mój patent. Daje to ekstra nawilżenie i nie obciąża włosów. Dalej ugniatamy włosy, lekko wyciskając (nad wanną). Formujemy skręty. Włosy zaczną się układać w piękne sprężynki 🙂

Tutaj filmik o tym jak z żelu aloesowego robię żel do włosów. W kolejnej części powiem Wam, jak używam tego żelu – także na skórę.

  • gdy włosy już pozgniatamy z glutem – zawijamy je w T-shirt ! 🙂
    Tak – to kolejny ważny „punkt programu”!
    Włosów kręconych nie zawijamy w ręczniki frotte ani tym podobne. Gładka bawełna, ewentualnie ręcznik z mikrofibry. By nie zabrać z włosów za wiele wilgoci, między innymi.
    Turban z koszulki to bardzo ciekawa opcja 🙂 I ładnie wchłania nadmierną wilgoć, włosy w koszulce układamy trochę, nie zawijamy ich niedbale,
  • po kilkunastu minutach możemy ściągnąć nasz koszulkowy turban i jeszcze lekko osuszyć włosy, ugniatając je koszulką (i ręką oczywiście),
  • kolejny etap – ugniatanie (znowu! 😉  ). Kilka minut ugniatamy włosy, stylizujemy loczki. Fajna zabawa 😉
    Tutaj znów może pomocny okazać się lniany glut z aloesem 🙂 Możecie też sięgnąć po odżywkę bez spłukiwania i ewentualnie mgiełkę – ale bez silikonów i bez dużej ilości olejów.
    Można też tutaj sięgnąć po produkty do stylizacji drogeryjne, albo fryzjerskie.
    Ale ja z powodzeniem używam glutów lnianego i aloesowego i jest okej.
    Loczki są lekko usztywnione, ale nie są twarde i strąkowate.
    Jeśli potrzebuję je mocniej utrwalić – pryskam je lekko lakierem. Tu niestety nie mam „naturalnego” faworyta… Ostatnio używam lakieru z Nivea, kiedyś miałam jakiś lakier sensitive marki Taft, ale nie mogę go już kupić.Mam zamiar przetestować na tych loczkach naturalny lakier z miodu – myślę, że w niewielkiej ilości napryskany na włosy, sprawdzi się, zwłaszcza, że dodatkowo nawilży włosy.

I tak wygląda w zasadzie podstawowy schemat metody CG.

Ja jak zawsze, trochę dodaję od siebie coś, odejmuję. Robię po swojemu, dlatego zachęcam zainteresowane osoby poszukać w Internecie informacji na ten temat.

Można do suszenia włosów użyć suszarki – ale z dyfuzorem (ja nie dysponuję taką jeszcze), susze więc włosy naturalnie.

Dzięki i do miłego!

Jeśli macie ochotę podzielić się efektami swoich eksperymentów z pielęgnacją włosów kręconych, albo o coś mnie jeszcze podpytać – zapraszam do mailowania na adres natule.art@gmail.com

 

 

 

Śledź NATULE w social media:

Zawarte na stronie treści to efekt moich doświadczeń, zdobytej wiedzy oraz własne refleksje na dany temat. Cenie sobie naturalne rozwiązania i je promuję. Ale decyzje w kwestii swojego zdrowia każdy podejmuje na własną odpowiedzialność. Dziękuję, ze tu zaglądasz 🙂 Pozdrawiam naturalnie. Asia

Naturalne rękodzieło - to moja pasja. Robię nietuzinkowe przytulaki (Natulaki) rzeczy z naturalnych materiałów i surowców. Szyję, szydełkuję, motam 🙂 Wymyślam też i robię jedyne w swoim rodzaju naturalne kosmetyki, które zawierają najlepszej jakości składniki - w tym naturalne produkty pszczele. Natule to także naturalne i zdrowe produkty pszczele - miody, wosk, propolis, świeczki, które można u nas kupić - zapraszamy.