Pasztet robię od lat, w różnych wersjach. A ta, którą dziś prezentuję jest prosta, bez dodatku zbóż i mąk (nawet kokosowej). Po prostu mięso, jaja, trochę cebuli i przyprawy.

Jedna porcja około 260 g to solidny posiłek tłuszczowo-białkowy.
Dlatego mieści się w kategoriach diety LCHF (Low Carb High Fat), którą ostatnio stosuję.

1 porcja  = ok 445 kcal (B: 53 g T:25 g W: 2,5 g)

Po upieczeniu jedna porcja waży około 160 g (przed gotowaniem i pieczeniem pasztet jest cięższy).

Wartości są oczywiście przybliżone, bo mięso mięsu nie równe (korzystam z apki Fitatu). 

Taki pasztet to świetne śniadanie, obiad, przekąska. Dodatek do sałatki albo do chleba. Na wynos i w domu.
W zależności od dodatków, z którymi go zjesz, stworzy Ci solidny posiłek.

Pasztet to dla mnie danie, które praktycznie robi się „samo”.

Takie gotowanie to ja lubię 🙂

Czas przygotowania i obrobienia w sumie zamyka się w około 30 minutach (pokrojenie mięsa, wrzucenie do gara, podglądanie co jakiś czas, mielenie i przełożenie do formy do pieczenia).
Pozostały czas to gotowanie składników w garze (około 3 godzin) oraz pieczenie (około 50 minut).

Zapas można zamrozić 🙂

Jeśli chodzi o przyprawy – ja dodałam zioła prowansalskie, cząber, czosnek, suszone pomidory pokruszone oraz solidną ilość gałki muszkatołowej, sól i pieprz. Ale Ty możesz przyprawić pasztet wedle swojego smaku.

Ilość wątróbki to około 15% całości – czyli dodatek. Ale można spokojnie dać jej więcej – będzie jeszcze bardziej zasobny w żelazo i inne mikroelementy oraz witaminy. Można także dodać inne podroby – serca, płucka.
Warto eksperymentować.

Jeśli lubisz, na koniec do masy (przed pieczeniem) można dodać pokrojone w kawałki suszone pomidory (z oleju), śliwki suszone albo ugotowane grzyby. Na wierzchu (do pieczenia) warto poukładać cienkie plastry słoniny albo boczku – będzie bardziej tłusto ale pasztej też nie wyschnie.

Ja mam zwykły piekarnik bez termoobiegu. Jeśli chcesz, by pasztet nie był suchy piecz go w połowie czasu pod przykryciem (z folii aluminiowej np.) albo wlej na blachę, na której stoi forma, wodę – będzie parowała podczas pieczenia i nawilżała klimat w piekarniku 🙂

To do dzieła 🙂

SKŁADNIKI na około 12 porcji (każda około 260g):

  • mięso wołowe gulaszowe – 400 g
  • mięso wieprzowe karkowe – 1100 g
  • mięso indycze gulaszowe – 1000 g
  • wątróbka wołowa – 260 g
  • łój wołowy – 25 g (możesz dać inny łój, lub olej kokosowy rafinowany – chodzi o tłuszcze nasycone)
  • smalec gęsi – 15 g
  • jaja – 4 szt
  • cebula – 100 g
  • czosnek – 2 ząbki
  • zioła prowansalskie -1 czubata łyżka
  • suszone pomidory pokruszone – 1 łyżeczka
  • gałka muszkatołowa – 1 płaska łyżeczka (mielona)
  • sól i pieprz do smaku

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

Pokrojone składniki (bez jajek!) umieść w dużym garze, zalej wodą (do przykrycia). Gotuj przez około 3 godziny. Monitoruj ilość wody, jeśli wyparuje – dolewaj, tak aby całość się nie przypaliła. Pod koniec zredukuj wodę tak, aby pozostała tylko na dnie.

 

Wystudź wszystko. Zmiel w malakserze (ja tak robię, nie powstaje wówczas gładka maź tylko zostają małe kawałki mięska), albo blenderem. Dopraw ewentualnie jeszcze do smaku. Dodaj surowe jaja.

Wszystko dokładnie wymieszaj.

Przelej do formy (może być okrągła lub „keksówka”) i piecz w piekarniku rozgrzanym do około 190 st.C przez około 50 minut. Sprawdź po około 40 minutach patyczkiem drewnianym czy pasztet jest gotowy (jeśli się zarumienił i do patyczka nie przykleja się masa, jest już okej).

Tak jak wspomniałam wcześniej, przed pieczeniem, na wierzchu pasztetu można ułożyć cienkie plastry słoniny albo boczku. Ja tego nie ujęłam w przepisie, ale do dodatkowy tłusty dodatek i ochrona przed zbytnim wysuszeniem się pasztetu podczas pieczenia.

Smacznego! 🙂

Śledź NATULE w social media: