Rozważania (anty) dietetyczne

Dziś chciałam poruszyć temat mocno związany z naturą.
Temat ten jest mi bliski, z wielu powodów.

     Zauważyłam, żyjąc już trochę na tym ziemskim padole, że wiele osób wybiera określone schematy dietetyczne – takie jak weganizm, a często i jego skrajną postać jakim jest frutarianizm, jako metodę na walkę z zaburzeniami jedzenia takimi jak anoreksja, bulimia i inne zachowania kompulsywne w sferze jedzenia.
Czesto ucieka sie do tego, jako „zdrowej” (bo tak przedstawianej przez jej propagatorów) opcji służacej schdnięciu, wyzdrowieniu i utrzymanie wagi.
Owszem, po pierwsze nagła zmiana diety, czy zachowań w sferze jedzenia – zwykle prowadzi tez do określonych pozytywnych z punktu widzenia decydenta – skutków.
Z resztą, każda zmiana w diecie na rzecz porzucenia jedzenia wysokoprzetworzonego, zawierającego dodany cukier, śmieciową żywnosć i napoje, musi dać pozytywny efekt.
Dieta roślinna przy tym, zwłaszcza oparta na surowych produktach jest też wysoce oczyszczająca z nagromadzonych w naszych tkankach toksyn i efektów przemiany materii.

    Nie od parady zwierzęta żyjące w naturze stosują głodówki albo na przyklad podjadają pokarm roślinny, który raczej na co dzień nie stanowi składnika ich menu.
Człowiek, że zwierzem jest również, także ucieka sie do tych metod – a nawet sama natura nas często do tego przymusza – okres przednówka, zimy, lata – dostępność jedzenia w naturze jest swoista… Oczywiście nie mówię o warunkach współczesnych, gdzie dla nietórych naturalne juz będzie sąsiedztwo ‚biedronki” – bynajmniej nie tego nakrapianego żuka – i dostęp do często nienaturalnej żywnosci.

    Dziś zjawisko anoreksji, bulimii, nawykowego objadania się i innych zachowań kompulsywnych dotyczących jedzenia, jest – odnosze wrażenie – bardzo częste.
W śrdowosiku młodych dziewcząt dość powszechne, chc nie dotyka tylko dziewcząt. Poza tym coraz częsciej dytyczy dzieci.
Przycnzyn należy doszukiwać się w wielu sferach nazego życia.
Współczesna psychologia oferuje wiele skutecznych (?) terapii, psychiatra ordynuje chemiczne leki…fukcjonują grupy wsparcia.

I co? Problem jakby nie znika. Odnosze wrażenie wręcz, że schodzi do świata wirtulanego bytu/niebytu. I że powszechnieje.

    W Inetrenecie każdy może być tym kim zechce – w świecie realnym nie jest to juz tak proste, choć możliwe 😉
Blogi, grupy anorektyczek, bulimiczek – które wzajemnie wspierają się co gorsza nie w leczeniu i wychdozeniu z problemu – a w jego kultywacji.
Często formą terapii jest wybór określonej diety…

    No właśnie. Tutaj nie łatwo o akceptowalny społecznie mniej lub bardziej sposób.
A osoby z zaburzeniami jedzenia – anorektycy, bulimicy – potrafią grać. Udawać i stwarzać pozory „normalności” albo „zdrowotności” wszystko dla osignięcia swego wyimaginowanego celu.
Gotuja dla rodziny, przgotowują piękne potrawy, ciasta, słodycze, sałatki, objadają się nimi delikatnie przy innych, łapczywie w samotności, a w przypadku takiej diety jak surowy weganizm na przykłąd – mogą do woli zawsze. Ba, czasem nawet bardzo chorobliwie pochłaniają stertę „dozowlonych” owocowych lodów czy ciastek, by potem „bezpiecznie” dla wszystkich in niby siebie, udać się na wielodniową terapię sokową lub szejkową, bo choroba nadal twki w nich, jak sądzę. Widza siębie zawsze nie takimi jakimi są, zawsze chcą być szczuplejsi a fałdek na ciele nienawidza… A surowy weganizm zwykle daje efekt „chudości”, przy dużym objadaniu się.

    Ostatnio w mediach zauażalna jest promocja weganzimu, witarianizmu czy też wegtarianizmu. Wiadomym jest fakt, że podkreśla się jego walory zdrowotne, często wyrwane z kontekstu teorie albo mity urastają do rangi wielkich prawd, głoszonych potem namiętnie przez wybotoksowane albo pełne cięzkiej – niekiedy z bardziej naturalnych składników wykonanej – tzw „tapety” gwiazdy i gwiazdeczki ogónie promowanych i dostępnych na każdym kroku mediów.
Czlowiek żyjący w  mieście, większym czy mniejszym, a nawet w większej wsi, nie mam możliwości nie zetknąć się z tym wykreowanym przez człowieka lubiącego bawić się w Stwórcę, światem plastiku, neonu i wynaturzonego różu.

    Dopiero pełna ucieczka w naturę…na dlużej, pozwala nam, moim zdaniem, niekiedy zauważyć, że coś tu jest nie tak…Niektórzy brnąc w pełne bakterii kręte ścieżki naturalnego bytowawnia, zaczynają odczuwać w sobie instynkt. Na nowo go jakby odkrywając, idą za jego słabo słyszalnym głosem. Pełni strachu łamią ogólnie przyjęte higieniczne zasady, chodzą boso, piją wodę ze studni czy doją krowę.
Odkrywają „dietę” najwłaściwszą dla nich w danym środowisku jakim żyją… Mam na myśli środowisko w szerszym ujęciu – warunki klimatyczne, dostęp do zbiorników wodnych, roslinności i zwierząt, środowisko naturalne (w sensie bez większej ingerencji cżłowieka, nie wykreowane tylko pzrez niego) jakie jest właściwe  na danym terenie funkcjonowania.
Trudno jest cofnąć pewne ludzkie poczynania. Trudno jst całkiem powrócić do natury.
Ludzka ingerencja jest wszechobecna niemalże. Włączanie w ekosystem nowych obcych dla danego obszaru – gatunków fauny czy flory, ingerencja w genetykę – także poprzerez dobór osobników do rozmnażania…To zostawia ślad. Nie zawsze negatywny.
Moim zaniem do momentu gdy jesteśmy połączeni z naturą, nie przerabiamy jest zbyt mocno przy pomocy narzędzi – także ognia, takie życie daje nam więcej korzyści długoterminowych – także i przede wszystkim – dla następnych pokoleń. Co przecież jest także i może przede wszystkim, celem naszego na tym ziemskim padole bytowania…

    Waracając do diety wegańskiej i jej, pozornego moim zdaniem, bezpieczeństwa w kwestii bycia metodą na zdrowie dla osób walczących (tak to jest walka, nie tylko wewnetrzna ale i zewnętrzna) z zaburzeniami jedzenia, zauwżam właśnie wpsomnianą wyżej „prwidłowość” szukania w diecie witariańskiej wegańskiej remedium na ten złożony wielce problem psychologiczno-fizjologiczno-emocjonalny.

    Dziś mało kto nie wie czym jest anoreksja, bulimia i tym podobne zachowania. Wiele sę o tym mówi – głównie w kotekście ofiar tego zjawsika oczywiście, pokazując pzrerażliwe zdjęcia dotkniętych anoreksją kobiet… I niby się o tym mów, jako o problemie, ale nadal promuje się okreslony mało naturalny typ kobiecej figury.
Ostatnio natknęłam się na świetny projekt lalki w stylu barbie, choć w innym jednak 😉 – pomysłodawca nawet wyprodukował prototyp.
Ciekawa jestem jakie będą dalsze losy tego projektu. Ja sama wspieram go mentalnie.

Wracając do zaburzeń jedzenia – to zaburzenia, które dotykaja zawsze w jakimś stopniu rodziny osoby poszkodowanej, nie tylko jej samej.
Leczone przez psychiatrów lekami, przez psychologów terapiami. Z róznymi skutkami.
Co jednak pscyhologia mówi na fakt wzrastającej wciąż powszechnosci tych zaburzeń?
Równie powszechne staje si dziś zjawisko autyzmu, nerwic, schozofrenii, osteoporozy, próchnicy!!!

Owszem, czynniki psychiczne, emocjonalne – mają zawsze duże znaczenie. Niekiedy mogą być bodźcem wtwołującym, a zwykle są pogłebiającym problem.
Dlatego psychologia i psychiatria sie tym zjamuje. Wiadomo.

Ale dietetyka (z resztą ten dział nauki(?) jest dość kulejący moim zdaniem, z wielu powodów, ale także dlatego, ze badania w sferze dietetyki nie sa dla mnie do końca rzetelne, to często wnioski i inetrpretacje na podstawie ograniczonej wiedzy i bazujące na swoistym zaufaniu do przdmiotu badań jakim często jest człowiek – tzw badana epidemiologiczne – a człowiek…. Pomijam badania na zwierzetach, które dziś sa „niepolityczne” to raz, a dwa też przeprowadzane są najczęsciej w nienaturalnych pewnie warunkach bytowych zwierzęcia, co moim zdaniem wyklucza juz ich rzetelność) – dietetyka dziś chyba śrdnio zajmuje się tymi pacjentami. Pcjentami, którzy po terapiach pscyhologicznych wracają do starych nawyków żywieniowych na przykład, albo dla odmiany – poszukując sami ratunku dla siebie – wchodza w skrajne zachowania, takie jak np frutariaizm czy nawet weganizm surowy. Przy czym nie neguję całkiem tych diet. Sama wrecz skłądniam się witarianzimowi – niewegańskiemu, wprawdzie. Diety te daja wiele pozystywnych efektwów leczniczych.
O ile taka dieta dla człowieka zdrowego wcześniej (to znaczy nie wykazującego jakichś większych odchyleń od normy, nie walczącego z fizycznymi i emocjonalno-psychicznymi zaburzeniami) może okazać się dobra na czas jakiś (no własnie jaki..?), może nawet na czas lat kilkunastu. To dla osoby która ma utrudniony z wielu powodów „start” na tej opcji dietetycznej (o czym ona sama nie wie zwykle), moze być gwoźdźiem do trumny nawet. A co najmniej powoduje, ze problem nie zostaje uleczony, a tylko przybiera sowistą akceptowalną mniej lub bardziej (powtarzam się, bo weganizm dziś jest coraz bardziej powszechnie akceptowalny) maskę. Samemu zmagającemu się z problemem, dając poczucie wygranej.

    Niektórym zaczyna wydawać się, ze mogą się bez obaw objadac do woli, zawsze wszędzie i kiedy chcą, byle tylko niskotłuszczowo i najlepiej surowo.
A jeśli już wysokotłuszczowo – gdyż do niektórych dociera informacja (czy to z wewnątrz – intuicja/instynkt czy z zewnątrz – ogólnie wiadamo, że kwasy tłuszczowe są nam niezbędne do funkcjonowania) i nawet ich przekonuje a ICH CIAŁA REAGUJĄ INSTYNKTOWNIE „LUBIĄC” TŁUSZCZE),  że tłuszcze nie są w cale takie złe, robi robei okresowy „post” sokowy czy co gorsza wodny…na diecie, która najczęściej sama w sobie juz takowym postem po prostu jest!

Takie zachowania na dłuższą metę doprowadzjają do eskalcji problemu , zwłaszcza gdy organizm wchodzi w wiek dojrzały, moim zdaniem.
Młode ciało ma w sobie więcej woli przetrwania, więcej swoistej siły na regenrację, strara się za wszelką cene pzostać jeszcze atrakcyjne dla osobnika płci przeciwnej (tak, instynkt, biologiczne zachowania się kłaniają) i do ostatniej chwili nie wyłącza funkcji prokreacyjnych. Choć jak wiele dziwcząt dziś zmaga się z nieregularnymi cyklami, z zanikami miesiączki, z niepłdonościa…Dziewcząt i młodych kobiet, które to są predestynowane do prokreacji, przecież. Osobiscie uważam, ze zanik miesiączki jst zawsze czerwonym światłem (no chba, ze jest wynikiem ciąży). Dlugookresowe zainiki krwawienia nie są według mnie czymś naturalnym i pożadanym. Zwierzęta zdrowo żyjące w naturze miewają krwawienia, ba często sa też w tym okresie płodne. Pmijam dokłądne rozważania na ten temat, odwołując się takze i do argimentu, że w społecznosciach pierwotnych, które żyły blizej natury krwawienia u kobiet występowały, pomijam fakt, jak były posztrzegane czasem 😉
Taki młody organizm (starszy też ;), jesli nie dostaje składników odżywczych z zewnątrz, ma nadszarpnięta florę bakteryjną w jelicie, która też pomaga nam w trawieniu, przyswajaniu i produkuje kilka ważnych „cegiełek budulcowych” dla nas, czerpie z zapasów – mięśni, kości (w tym z zębów – nie muszę chyba nikomu mówić, że próchnica nie jst powodowana przez niewłaściwą higienę jamy ustnej, kwasy i baketrie 😉 co jest powszechnie uznanym mitem służącym pewnym grupom inetresu, a jest ona manifestacją stanu zdrowia…Słabe zeby – zdemineralizowane świadczą o słabym stanie koścca – osteoporozie – i takie sa podatne na działanie baketrii, które jako sprzemirzeńcy naszego ciała – tak, nie wrogowie – zjadają martwe i zbędne tkanki. Zdowe silne zęby nie próchnieją, tak samo jak nie próchnieją młode i posadzone na żyznej glebie drzewa.). To są zapasy odnawialne, ale pod warunkiem dostarczania opdpowiedniego paliwa (budlca) oraz pod warunkiem posiadania sprawnego systemu (metabolizmu) oraz odpowiedniego środowiska do rozowju i odnowy.

    W naszym „człekosystemie” te warunki to nasze uruchamiane lub w stanie spoczynku czy wycofania geny….to układ chormonalny, to w końcu najwazniejsze – prawidłowo i zdrowo funkcjonujący mózg – jako organ. Którego niezaburzone funkcjonowanie generuje prawidłowe myśli i emocje… (poprzez chociażby zawiadywanie układem chormonalnym).

noga tea

    I tutaj dochodzę do sedna tego o czym jest mój dzisiejszy wywód. Może przydługi, Ale to moja publiczno-prywatna ( 😉 ) sfera wirtualna, to się wygadać mogę.
Do tego, że dieta wegańska,często dając złudzenie zdrowia i panowania nad swoim problemem, a rzeczywiscie u osób „na starcie” chorych (tj. wczesniej borykających się ze wspmnianymi zaburzeniami, osób ze słabszym układem odpornościowym, z zaburzoną florą bakteryjną jelit – często te schorzenia chodza ze sobą w parze i wzajemnie się nakrecają) może znacząco pogorszyć sytuację. Zasadniczy problem tkwi bowiem we wchłanianiu, nie tylko w dostarczaniu substancji odżywczych, a niedożywiony organizm nigdy nie poradzi sobie z taką dysfunkcją (dlatego dieta wegańska surowa moze okazać się dla niektórych zdrowa przez lata).

    Śmię twierdzić, że osoby, które z zaburzeniami jedzenia się zmagają, cierpieć mogą na zaburzenia wchłaniania.
Sam fakt, ze wczesniej funkcjonując na określonym modelu dietetycznym doszli oni do sytuacji, w której poczuli potrzebę zrzucenia nagromadzonego balastu (na marginesie – ów nie tworzy się bez przyczyny i wynika z zaburzeń w metaboliźmie i wiąże się w nieprawidłowym wchłanianiem także) jest dla mnie potwierdzeniem tego faktu.
I choc uważam, że przyczyna zaburzeń jedzenia w dużej mierze jest pscyhiczno-emocjonalna, to nasze ciało nie jest przecież osobnym bytem, i jego funkcjonowanie na poziomie fizycznym równie mocno wpływa na stan ducha i psyche. A niedożywienie skutecznie pogłebia problem i przeszkadza w zdrowieniu. Samonapędzająca się machina…Błedne koło tworząca niestety…

    Ciekawym odkryciem dla mnie jest spojrzenie dr Natashy Campbell-Mc Bride na ten problem.

Po polsku mozecie przeczytać o tym w jej ksiażce pt ” Zespół psychologiczno-jelitowy GAPS” oraz troche na stronie:

http://www.zespolpj.pl/index.php/dr-natasha-cambell-mcbride

Ona sama zajmuje się głównie leczeniem (tak – leczeniem, nie zaleczaniem) autystycznych dzieci, ale kto ma jakieś ogólne pojecie o autyźmie, wie, ze obejmuje on szerokie spektrum schorzeń – w tym także często autystyków dotykają zaburzenia jedzenia (nie tylko wchłaniania).
W książce tej zaburzeniom jdzenia nie poświęca może zbyt wiele, ale dla zrozumienia istoty rzeczy warto zapoznać sie z całą jej treścią, gdzie w sposób bardzo przystęþny autorka tłumaczy mechanizmy powstawania wielu zaburzeń neurologicznych, które alopatyczna medycyna leczy współcześnie często niskutecznie, rujnując pacjentom zdrowie, także i przez skutki uboczne chemicznych leków. 

    W świecie zaleceń dietetycznych panje także dziś ogromny chaos.
Sama co dzień stykam się z osobami cierpiącymi na rózne alergie, z rodzinami autystyków i dzieci z zaburzeiami neurologiczznymi, behawioralnymi… Z przykrością często patrzę jakie efekty – bardzo rzadko pozytywne – a co najwyzej stabilizacyjne, ani elecznicze – przynoszą wsþólczesnie promowane rozwiązania dietetyczne (oparte na przykład na eliminacji glutenu, kukurydzy, soji, czy nabiału) oraz alopatyczne. Widzę jak degenarcyjnie wpływa na dzieci i dorosłych dieta oparta na zbożach – genetycznie dziś zmienionych (nie mam na myśli GMO, ale zwyczajnie zmienione działalnoąsią rolniczą pozaloboratoryjną rośliny), przetworzonym nabiale (kiedyś napisze więcej o zaletach MLEKA NIEPASTERYZOWANEGO i jego przetworych naturalnie fermentujących), slodyczach, róznych odmianach słodów i cukrów, przetworzonych roślinnych tłuszczach…
Aż buzuje we mnei złość. Że niektórzy świadomie nas tym karmią, zarabiając przy tym neimało, a tak wielu nieświadomie to pochłania, uciekając sie w chorobie do rozwiazań chemicznych, trując przy tym także i innych – chociażby poprzez swoje jeszcze bardziej tokstyczne odchody uwalaniane do środowiska!

Wszystko zamyka się w kręgu.
Wszystko ma swoją przyczynę, a skutek jednego jest przyczyną kolejejnego.
Ignorancją jest totalny egozim.

Dlatego też dzielę się swoimi przemyśleniami w tym temacie.

Zdrowia życzę!

Śledź NATULE w social media:

Zawarte na stronie treści to efekt moich doświadczeń, zdobytej wiedzy oraz własne refleksje na dany temat. Cenie sobie naturalne rozwiązania i je promuję. Ale decyzje w kwestii swojego zdrowia każdy podejmuje na własną odpowiedzialność. Dziękuję, ze tu zaglądasz 🙂 Pozdrawiam naturalnie. Asia