Krem łojowy z Żyworódką – szybka emulsja gojąco kojąca i lecznicza

O wykorzystaniu Żyworódki w moich recepturach, myślałam już od dawna.

Już kilkakrotnie używałam czystego soku do okładów albo jako toniku. Ostatnio sporą ilość soku zamroziłam.

Tym razem moja stojąca na biurku żyworódka zaczęła padać. Chyba nie służyły jej zmienne temperatury w pokoju (raz chłodno około 17 st.C, potem ciepło około 20-21 st.C). I być może, ze zimą jest jej za ciepło, bo stoi nieopodal kaloryfera 🙁 Przestawiłam doniczkę na parapet przy zimnawym oknie.

Schowałam zerwane liście do lodówki na około 2 doby. Potem zmieliłam w blenderze i wycisnęłam sok przez tetrową ściereczkę i sitko. W ubiegłym roku robiłam większą ilość soku przy użyciu wolnoobrotowej wyciskarki.

Niektórzy zalecają pić sok z żyworódki, podobnie jak sok aloesowy. Ale wewnętrznie można stosować tylko sok z odmiany Pinnata. Ja używam go zewnętrznie.

Dlaczego w ogóle żyworódka i o co z nią chodzi?

Ja dostałam pierwsze już dość wyrośnięte sadzonki od przedobrej Duszyczki Ewy. Pięknie mi się rozrastała i zakwitła jednego roku. W tym roku spora jej ilość jednak zaczęła umierać. Mam nadzieję, że mniejsze roślinki ładnie odbiją mi wiosną do góry. Zobaczymy.

Zalety żyworódki w stosowaniu zewnętrznym:

W Internecie panuje spory bałagan jeśli chodzi o nazewnictwo i rozpoznanie Żyworódek, a jest odmian kilka i każda z nich rożni się trochę zakresem swoich właściwości leczniczych.

Mam na biurku jedną odmianę, którą traktuję jako ozdobną – Kalanchoe blossfeldiana Poelln – żyworódka Blossfelda (kalanchoe Blossfelda) i przy tym pozostanę.

Ale mam też drugą o sercowato-trójkątnych liściach i długiej łodydze pnącej się do góry, którą trzeba w pewnym momencie już podpierać. Roślina ta rośnie bardzo szybko. To odmiana Kalanchoe daigremontiana Raym -Hamet & H. Perrier – żyworódka Daigremonta (kalanchoe Daigremonta). Czy i jak się okazuje nie jest to żyworódka pierzasta (czyli Kalanchoe Pinnata).

Wartościowsza leczniczo jest Kalanchoe Pinnata (pierzasta) i tylko tę odmianę można stosować wewnętrznie.

Dlaczego Kalanchoe daigremontian nazywamy pierzastą?

Autor Bloga http://ziolowefantazje.blog.onet.pl/?p=1472 powiada, że dlatego, że była łatwiej dostępna, bo ktoś kiedyś źle napisał, powiedział, a następny to powielił, bo tak mu się wydawało ze względu na wygląd rośliny….

Czyli klasyka 🙂

Żyworódka pierzasta (pinnata) wykazuje właściwości regenerujące, przeciwzapalne, immunostymulujące, bakterio- i grzybobójcze. I tylko jej sok można spożywać wewnętrznie.

Ale żyworódkę Daigremonta można z powodzeniem stosować zewnętrznie – do czego zachęcam!

Zastosowanie lecznicze mają liście żyworódki oraz wyciśnięty z nich sok.
W medycynie naturalnej żyworódka pierzasta stosowana jest do leczenia schorzeń skórnych, ze względu na szczególną zdolność przyspieszania gojenia się ran, oczyszczania ich z ropy i martwej tkanki.
Leczy kurzajki, odleżyny, trądzik, stany zapalne, liszaje i grzybice, nadżerki ginekologiczne i świąd odbytu. 
Wspomaga leczenie anginy, kataru i zapalenia spojówek. 

Zastosowanie w kosmetyce: środek przeciwzapalny, rozjaśniający cerę, nawilżający, odżywczy, lekko naprężający skórę, przeciwtrądzikowy; hamujący łojotok, przeciwwysiękowy.

Korzystnie działa przy trądziku różowatym i rumieniu. Likwiduje przebarwienia. Hamuje rozwój bakterii.

Już po fakcie doczytałam, że liście żyworódki nie powinny mieć kontaktu z metalem. Autor nie wyjaśnia dlaczego, a ja nie jestem chemikiem niestety by tego umieć raz dwa dociec. Na wszelki wypadek warto więc, jak można, nie kontaktować rośliny za długo z metalem.

Dlaczego ten krem nazwałam szybkim i Ratownikiem?

Bo zrobisz go dosłownie w kilkanaście minut i bez większych ceregieli 🙂

Do wykonania tej świetnej emulsji potrzebujesz wspomniany sok z żyworódki (może to też być świeży żel-sok z aloesu. Ja następnym razem na pewno zrobię osobną emulsję z aloesem, którego mogę sobie od niedawna zamówić w LokalnymRolniku – prosto z Hiszpanii z eko uprawy).

Poza sokiem – w emulsji znajduje się łój wołowy (lub owczy albo kozi), masło klarowane (ja mam fajne masełko od krów rasy Jersey), surowy olej kokosowy (myślę, że można też sięgnąć po olej babassu lub masło cupuacu) oraz miód. Tylko i aż!

Wszystkie te składniki dosłownie ratują skórę w sytuacji mikrouszkodzeń naskórka, pryszczy, ranek. Są bakteriostatyczne, nawilżają, wspomagają regenerację.

W emulsji tej, jak zauważysz, nie ma dodatku emulgatorów – takich jak wosk, lanolina, nie wspominając już o innych, których nie stosuję.

Można pokusić się o dodanie lecytyny sojowej – nie tyle dla efektu emulgującego (choć też), ale także dla zwiększenia przenikalności składników do głębszych warstw naskórka.

Emulgatorem w tej emulsji są kwasy tłuszczowe zawarte w łoju i maśle 🙂 Pewnie wiecie, jakie.

Ten krem zrobiłam z myślą o sytuacji awaryjnej 🙂 z mikrouszkodzeniami skóry, z pryszczykami, czyrakami czy opryszczką.

Ale prawdę mówiąc, możesz go zrobić jako „regularny” krem, jeśli masz cerę problematyczną – trądzikową, albo wrażliwą. Wówczas możesz jedynie zrezygnować z dodawania niektórych olejków oraz np ekstraktu z piołunu, orzecha i goździka.

Do przyrządzenia kremu potrzebujesz miski i miksera do ubijania mleka 🙂
No i jeszcze rondelek do roztopienia tłuszczy.

Warto po prostu eksperymentować – do czego zawsze zachęcam.

Krem, po przyrządzeniu bezwzględnie musi stać w lodówce, a jego trwałość wynosi moim zdaniem maks 3 tygodnie.  Ale można sobie zrobić małą ilość do użycia na tydzień, a potem powtórzyć procedurę. Świeży – nadmiarowy sok – tak jak wspomniałam, można zamrozić (np w pojemnikach do lodu albo w woreczkach).

Krem zawdzięcza są uroczą zieloną barwę sokowi z żyworódki 🙂 

Wchłania się ładnie – choć jest to oczywiście względne i zależy od skóry. Ale nie tworzy tłustego lepkiego filmu na skórze. Pachnie także ładnie żyworódkowym sokiem oraz olejkami eterycznymi i propolisem.

Co jeszcze poza sokiem z żyworódki znajduje się w kremie „Ratownik”?

  • masło klarowane – którym możecie poczytać więcej w ostatnim moim poście
  • łój wołowy – o jego właściwościach trąbie od lat 🙂
  • olej kokosowy – znają chyba wszyscy i o nim także jest mnóstwo info na mym Blogu, także
  • propolis – tutaj o jego właściwościach. Ja dodaję go w formie ekstraktu alkoholowego, co dodatkowo konserwuje mi tez recepturki
  • ekstrakt wodno-alkoholowy z orzecha, piołunu i goździka. Tutaj akurat mam kupny, bo taki miałam pod ręką w kuchni. Ekstrakt ten stosuję czasem przy niestrawności i moje jelita dobrze go znoszą. Kiedyś robiłam z udziałem jego tez kurację oczyszczającą. Ma on dość silne działanie antybiotyczne. Zabija także grzyby. W układzi epokarmowym stymuluje też wytwarzanie soków trawiennych i żółci, ale na skórę po prostu działa odkażająco.
  • olejki eteryczne – możesz sięgnąć po różne. Jeśli krem ma być typowo pod kątem opryszczki – zajrzyj do tej publikacji. Ja w tym celu dodałam ostatecznie do kremu olejek lawendowy (który w moim przypadku już wcześniej stosowany samoistnie pomagał mi walczyć z opryszczkową nadżerką na ustach) i który generalne lubię stosować na skórę, bo jest skuteczny, a łagodny jednocześnie. Dodałam tez olejek tea tree, wetiwerowy oraz niauli. Ale Ty możesz sięgnąć także po te wspomniane w wyżej zalinkowanej publikacji naukowej.
    Jeśli chcesz stosować krem przy cerze trądzikowej – warto sięgnąć po olejek tymiankowy, rozmarynowy, tea tree, lawendowy i np balsam copaiba. Pamiętaj by ilość olejków była wyważona. To mocne substancje czynne. Moim zdaniem optymalnie będzie dodać w tej sytuacji około 15 kropli na 100g kremu.
  • miód surowy ok 3 g. Miód wspomaga regenerację, jest bakteriostatyczny, nawilża.
    Dodaj najlepiej płynny miód – bo taki najlepiej się rozmiesza w emulsji. Dodawaj go na zimno!
  • opcjonalnie: lecytyna sojowa 5 g (lub wosk pszczeli też około 5 g, lub lanolina 5 g – ta ostatnia dla cer bardzo suchych). Te składniki dodawaj do fazy tłuszczowej.

SKŁADNIKI:

  • 40 g łoju wołowego
  • 35 g masła klarowanego
  • 25 g oleju kokosowego wyciskanego na zimno
  • ok 40 g soku
  • 3 ml nalewki propolisowej
  • 15 kropli ekstraktu z orzecha, piołunu i goździka
  • 25 kropli olejków eterycznych
  • miód surowy 3-4 g

JAK PRZYRZĄDZIĆ TĘ SZYBKĄ EMULSJĘ?

Muszę przyznać, że przygotowując krem – robiłam to już trochę na oko i za pewne dodałam więcej soku. Co potem odczułam po zblendowaniu. Dlatego podaję taką ilość, ale możesz próbować dać więcej. Jeśli dodatkowo użyjesz lecytyny sojowej, albo zechcesz sięgnąć po wosk, możesz spokojnie dać soku w ilości ok 50 czy nawet 60% całości.

Łój wołowy i masło topimy do uzyskania płynnej postaci. Ściągamy z ognia. Chwilkę czekamy, dodajemy olej kokosowy (nie chcemy go przegrzać).

Mieszamy tłuszcze i dodajemy lekko podgrzany sok z żyworódki (temp. maks 40 st).

Temperatury obu faz powinny być bardzo zbliżone. Mieszamy cały czas używając mieszadełka.

Miksujemy z przerwami (by nie przegrzać urządzenia 🙂 ).

Dodajemy płynny miód. Mieszamy.

Gdy krem nam ostygnie i zrobi się już bardziej kremową emulsją, dodajemy ekstrakty alkoholowe i olejki eteryczne. Mieszamy.

Przekładamy do pojemniczka.

UWAGI „TECHNICZNE”

Gdyby się zdarzyło, że krem po schłodzeniu zacznie nam się rozwarstwiać, nie jest to tragedią. Można wówczas go wymieszać raz jeszcze i ewentualnie wodę która wypłynie użyć na skórę.

Krem trzymany w lodówce stwardnieje. Najlepiej trzymać go w tej części lodówki, która nie chłodzi najbardziej.

Można też ilość przeznaczoną na stosowanie w ciągu kilku dni trzymać w temperaturze pokojowej około 18 stC. Kilka dni krem wytrzyma bez psucia się, a będzie miękki.

Ale jeśli przypilnujecie temperatury i dokładnego powolnego mieszania, krem nie powinien się mocno rozwarstwić. Wystarczy go po wyjęciu z lodówki przemieszać cierpliwie patyczkiem lub wykałaczką kilka minut. Warstwy powinny się połączyć.

Konserwantem w tym kremie są olejki eteryczne i silnie działające leczniczo ekstrakty.

Eksperymentatorom – dodam, ze na bazie tej prostej receptury możecie przygotowywać różne emulsje na rożne okazje. Można dodać jeszcze parę innych składników czynnych – gdybyście chcieli ubogacić recepturę, dodać np rokitnika na zimno (sok i olej), D-panthenol… Można nawet zrobić na tej bazie krem do demakijażu 🙂 Ale o tym może innym razem…

Proste – żywe i skuteczne 🙂

Polecam!

Źródła:

  • http://www.czytelniamedyczna.pl/3925,hamujce-dziaanie-olejklw-eterycznych-na-wirusa-hsv1-i-hsv2.html
  • https://poradnikogrodniczy.pl/zyworodka-pierzasta-uprawa-zastosowanie-wlasciwosci-lecznicze.php
  • http://rozanski.li/2309/zywordka-pierzasta-bryophyllum-pinnatum-lamarck-oken-w-medycynie-ludowej/
  • http://ziolowefantazje.blog.onet.pl/?p=1472
  • http://agakrok.blogspot.com/2012/07/zyworodka-wasciwosci-zastosowanie-i-jak.html
  • http://klara27-klara.blogspot.com/2012/01/rosliny-o-niezwykych-wasciwosciach.html
  • https://bialczynski.pl/krolestwo-sis-i-jego-cuda/leki-z-przyrodzoney-apteki-ogrod-eliasza-przepisy-na-zdrowie-mlodosc-i-urode/zyworodka-plodnolist-pierzasty-oraz-aloes/

 

 

 

 

Śledź NATULE w social media:

Zawarte na stronie treści to efekt moich doświadczeń, zdobytej wiedzy oraz własne refleksje na dany temat. Cenie sobie naturalne rozwiązania i je promuję. Ale decyzje w kwestii swojego zdrowia każdy podejmuje na własną odpowiedzialność. Dziękuję, ze tu zaglądasz 🙂 Pozdrawiam naturalnie. Asia

Naturalne rękodzieło - to moja pasja. Robię nietuzinkowe przytulaki (Natulaki) rzeczy z naturalnych materiałów i surowców. Szyję, szydełkuję, motam 🙂 Wymyślam też i robię jedyne w swoim rodzaju naturalne kosmetyki, które zawierają najlepszej jakości składniki - w tym naturalne produkty pszczele. Natule to także naturalne i zdrowe produkty pszczele - miody, wosk, propolis, świeczki, które można u nas kupić - zapraszamy.