Naturalny dezodorant. Czy jest skuteczny? Mój przepis na miętowo-cytrynową świeżość :) i kilka porad.

W Internecie jest mnóstwo różnych receptur na naturalny dezodorant, który można zrobić w domu.

Począwszy od najprostszej metody, jaką jest smarowanie się sokiem z cytryny – co niektórym bardzo odpowiada i wystarczy. Po rozwiązania bardziej skomplikowane.

Ku jasności dodam, że ja mówiąc o dezodorancie mam na myśli produkt, który ograniczaj rozwój bakterii na skórze. A nie taki, który hamuje proces pocenia. Uważam, że antyperspiranty są złe, a nadmierne pocenie może być nie tylko wyrazem stresu, ale na przykład oznaką nierównowagi hormonalnej…
A to już nie jest błaha sprawa i antyperspirant w tym wypadku to raczej słaba pomoc…  Za to dobry dezodorant, może się przydać.
Tutaj mogłabym snuć długie wywody na ten temat, ale nie chcę Was zanudzać.

Wspomnę jedynie, że im bardziej naturalny mamy „profil bakteryjny skóry” – tak sobie roboczo nazwałam obecność bakterii na skórze – tym zapach jest bardziej naturalny, i w cale nie musi być uporczywy. A na sam zapach wpływa stan naszego zdrowia, który uzależniony jest od wielu czynników, w tym w dużej mierze od diety oraz higieny. I bynajmniej nie chodzi mi o brak tej ostatniej, a raczej częściej i jej nadmiar…
Dlatego jestem zdania, że warto naturalnie wspierać się w kwestii dezodorowania i sięgać po naturalne rozwiązania (począwszy od mycia, na pielęgnacji kończąc).

Mam pomysł by spróbować jakąś mieszankę z serwatką w składzie.
Myślę, że to może być ciekawy dezodorant probiotyczny.
O efektach poinformuję Was po dokonaniu prób :))

Podam Wam dziś kilka metod, które przetestowałam i które polecam.
Spróbujcie i wybierzcie tę dla siebie najodpowiedniejszą

W tym poście przedstawiam kilka kolejnych przepisów na dezodoranty – ziołowe.

Odnoszę wrażenie, że przestawienie się na naturalne dezodoranty wymaga po pierwsze chęci 🙂 po drugie odrobiny cierpliwości 🙂 (nasze ciało musi się przyzwyczaić do nowego smarowidła) i po trzecie – nie zakładania z góry, że produkt ma działać identycznie jak dezodoranty drogeryjne.

Zdarzało mi się wielokrotnie kupować naturalne dezodoranty różnych naturalnych marek. Jedne działały lepiej, inne w ogóle. Większość tych bardziej skutecznych bazowała na ałunie, który sam w sobie (w czystej postaci kryształu) też może być stosowany. Mi jednak nie służył. Podrażniał i nie spełniał moich oczekiwań.
A inne spraye czy płyny także mnie nie zadowalały.

Poza tym szukałam jednak niezależności i stworzenia sobie produktu, który będę mogła zrobić sobie zawsze ze składników łatwo dostępnych. I taka była moja droga poszukiwań, aż w końcu trafiłam na coś, co mi służy – to głównie ostatni z prezentowanych przepisów (oraz jego późniejsze modyfikacje)..

Skuteczność tego typu, robionych w domu dezodorantów jest różna.
Myślę, ze póki nie spróbujesz, dopóty się nie przekonasz. Może Cię zaskoczyć jego działanie, bardzo na plus.

Czasem trzeba przeczekać okres „adaptacji” 🙂
A niekiedy nie jest to konieczne, by cieszyć się świeżością i świadomością, że nie chłoniesz szkodliwej chemii (przypominam, ze skóra to nasz największy organ – wchłaniamy i wydalmy przez skórę). Niektórzy wracają do chemicznych smarowideł. Ich wybór.

Ja pozostanę wierna naturalnym rozwiązaniom.

A teraz garść PRZEPISÓW:

1. SOK Z CYTRYNY

Wystarczy posmarować się plastrem cytryny lub wyciśniętym z niej sokiem.
Dla mnie ta metoda jest mało skuteczna. Ale polecam, spróbujcie, może się w Waszym przypadku okazać rewelacyjna.

SAM_3093

2. PŁYNNY DEZODORANT Z SODĄ OCZYSZCZONĄ

Mieszasz przegotowaną lub zdemineraalizowaną wodę np 100 ml (lekko podgrzaną) z sodą oczyszczoną – około płaskiej łyżeczki.

Otrzymany roztwór można zasilić w działaniu oraz uprzyjemnić – kilkoma kroplami olejku eterycznego.

Wodę można zastąpić na przykład hydrolatem z róży demasceńśkiej.
T
en pięknie pachnie – osobiście go uwielbiam i daję także jako bazę do moich perfum własnej roboty, albo jako fazę wodną do kremów (o kremie różanym opowiem Wam za jakiś czas).

Możesz też użyć zwykłego naparu ziołowego – np z rumianku, nagietka i mięty, szałwii, lawendy.

Do roztworu warto też dodać łyżeczkę spirytusu, dla wzmocnienia działania antybakteryjnego.

Warto puścić wodze fantazji, a przed użyciem – roztwór wstrząsnąć 🙂

3. DELIKATNY DEZODORANT PIELĘGNACYJNY

Wystarczy wymieszać olej kokosowy (ten surowy nie rafinowany ma sam w sobie właściwości bakteriostatyczne, o czym możecie poczytać w tym poście) z masłem karite (2/3 oleju kokosowego i 1/3 małsa karite) i dodać ulubionych olejków eterycznych (moim zdaniem najlepiej sprawdza się olejek miętowy z cytrynowym oraz cynamonowy z miętowym i rozmarynowym.
Ale możesz także stworzyć kompozycję bardziej kwiatową jeśli wolisz.
Na 50 g – około 30 kropli olejków.

Masła należy dobrze ze sobą połączyć, najlepiej rozgrzewając najpierw masło karite, do ostudzonego do temperatury około 40 st.C, dodać olej kokosowy.

Tu kupuję masło shea

SAM_3130

Tę wersje dezodorantu można wzbogacić o dodatek kilku łyżek skrobii kukurydzianej, albo lepiej maranty trzcinowatej – czyli arrowroot.

Dzięki temu dezo będzie chłonął więcej wilgoci.

SAM_3117

Jeśli masz potrzebę umieścić ten krem w pudełku z możliwością wysuwania –
czyli zrobić z niego sztyft, należy roztopić masło karite w woskiem pszczelim około 3-5 g wosku na 50 gram wszystkich tłuszczy).

4. DEZODORANT W KREMIE silniej działający – moja miętowo-cytrynowa świeżość z nutą cynamonu i rozmarynu

Ten przepis rożni się od poprzedniego nieznacznie, bo do powstałego kremu dodajemy sodę oczyszczoną (i opcjonalnie – arrowroot).
Polecam szukać sody bardzo drobno zmielonej, mi zdarzyło się dodać do tego typu kremu sody o dość sporych rozmiarach i konsystencja była drażniąca.

Proporcje składników można przyjąć takie:

– 1/4 ilości sody oczyszczonej

– 1/4 ilości arrowroot (lub skrobi kukurydzianej)w opcji podstawowej używasz tylko sody oczyszczonej, więc jeśli pomijasz marantę, dodaj po prostu więcej sody

– 2/4 ilości olejów (mieszanka oleju kokosowego z masłem karite plus ewentualnie wosk, albo sam olej kokosowy)

– olejki eteryczne (ja lubię kompozycję mięta-cytryna-rozmaryn, czasem z dodatkiem olejku z drzewa herbacianego.
Na około 50 g produktu finalnego daje około 30 – 40 kropli olejków)

SAM_3108

Suche składniki dezodorantu – arrowroot i soda oczyszczona

SAM_3138

Olejki eteryczne (kupuję w Mazidla.com) miętowy i cytrynowy
dają piękny orzeźwiający zapach. Działają bakteriostatycznie.

Miętowy wykazuje działanie lekko chłodzące, dając lepsze odczucie świeżości.
Mięta ma tez działanie przeciwzapalne, działa lekko ściągająco.

Rozmarynowy – nadaje także przyjemną ziołową nutę – można go użyć więcej w wersji dezodorantu dla mężczyzn, działa antybakteryjnie.
Niekiedy dodaję też olejek cytrynowego drzewka herbacianego – to odmiana tea tree (tego autralijskiego drzewka). Olejek ten ma podobne właściwości, jak słynny tea tree oil, ale troszkę inny bardziej cytrusowy zapach.

Często dodaję także olejek cynamonowy.

SAM_3123

Ten przepis preferuję najbardziej.

Choć muszę się przyznać, że opracowałam jeszcze bardziej kremową receptę na dezodorant, delikatniejszy w konsystencji, lepiej się wchłaniający i nie pozostawiający tłustego śladu, tak jak niestety czynią te dezodoranty, których skład opiera się na samych olejach.

Ulepszoną wersję przedstawię Wam innym razem.
A jego konsystencja jest bardzo kremowa 🙂

SAM_3111

Oto mały podgląd na ten nowy Kremowy dezodorant,
o którym opowiem w 
przyszłości

W kwestii tłustych śladów – oczywiście wszystko zależy od warstwy dezodorantu, jaką się posmarujemy, ale jego większa ilość może skutkować lekko tłusta plamą na koszulce.
Plusem w tym minusie 😉 jest jednak to, że plamy te doskonale się dopierają – ja piorę ubrania zwykle w orzechach piorących. Nie pozostaje także zapach – wszystko ładnie udaje się sprać.

Dezodoranty, które Wam polecam można stosować na rożne części ciała, pachwiny, stopy, nawet dłonie…
Ta uniwersalność jest na pewno duża ich zaleta.

Poza tym polecam mimo wszystko naturalną higienę – czyli w moim rozumieniu używanie naturalnych środków do mycia (woda, serwatka, kwaśne mleko, naturalne mydła).

Drogeryjne płyny, żele i mydła (nawet stary poczciwy „Biały Jeleń”) mają dziś bardzo daleko do natury… Pokrywają naszą skórę chemicznymi warstwami, zdzierają płaszcz „bakteryjny”, który chroni nas przed infekcjami…

Niech żyje zatem natura!

Spróbujcie, polecam i dzięki za uwagę 🙂

Zawarte na stronie treści to efekt moich doświadczeń, zdobytej wiedzy oraz własne refleksje na dany temat. Cenie sobie naturalne rozwiązania i je promuję. Ale decyzje w kwestii swojego zdrowia każdy podejmuje na własną odpowiedzialność. Dziękuję, ze tu zaglądasz 🙂 Pozdrawiam naturalnie. Asia

FacebookTwitterGoogle+Podziel się