Sen zimowy o zapachu lata – naturalny siennik

źródło: Internet

źródło: Internet

Po przeprowadzce do nowego domu, okazało się, że nie ma stosownego i wygodnego dla nas łóżka.
Zaistniała zatem potrzeba zorganizowania jakiegoś w miarę wygodnego podkładu do spania 🙂
Cudownie, że był pokój 🙂 Przez jakiś czas spaliśmy na dywanie i rozłożonych na nim kilku warstwach kocy. Pomysł dobry, legowisko wygodne, ale brak dystansu pomiędzy podłogą a tym prymitywnym warstwowym materacem zaowocował, albo raczej obrodził, w zaczątki lubiącej wilgoć grzybni 🙂 Bynajmniej, nie jadalnej 😉
Już wtedy miałam pomysł na zrobienie wygodnego i zdrowego legowiska, ale brak czasu wciąż mnie od realizacji ów pomysłu odwodził.
Nie podobał mi się zamysł zakupu zwykłego materaca sprężynowego, zawierającego w sobie, poza metalem, także i wiele innych, niekoniecznie naturalnych, materiałów.
Lepszej jakości materac wykonany z udziałem trawy morskiej, wełny, włókien kokosowych, o odpowiedniej twardości – bo na miękkim podłożu spać nienawidzę, to spory wydatek sięgający co najmniej kilkuset złotych.
Rozważałam także opcję zakupu, czy nawet zrobienia, materaca wypełnionego łuską gryki, znanej od tysiącleci rośliny leczniczej i spożywczej.
Sama łuska jest także wykorzystywana jako surowiec zielarski, z której przygotowuje się wywary, a zmieloną niektórzy spożywają – choć tu akurat mam mieszane uczucia, co do takiej postaci błonnika…
W każdym razie praktyczne zastosowanie łuski gryki w aspekcie podłoża, doceniłam już wiele lat temu, kiedy to stałam się posiadaczką poduszki, miło szeleszczącej i wtedy jeszcze – pachnącej lawendą. Polecam sypianie na poduszkach z takim wypełnieniem, łuska nie tylko wydaje przyjemne odgłosy, ale także dostosowuje się do ułożenia naszego ciała, przez co aktywnie może wspierać kark i głowę, podczas snu. Dodatkowo nie nagrzewa się od naszego ciepła, a w czeluściach wsypu nie wylęgają się roztocza, przez co może być przyjazna dla alergików.
Materac z łuską gryki był więc wspaniałym pomysłem, jednakże kalkulacja kosztów jego zakupu czy nawet wykonania, skutecznie odwiodła mnie od tej myśli. Przynajmniej na tą chwilę 🙂
Co zatem pozostało…No jak to. Stare poczciwe sienniki !

To był strzał w dziesiątkę.
Zakup materiału i potrzebnej bali słomy i siana nie stanowi wielkiego problemu gdy mieszka sie w niewielkim miasteczku, gdzie niektórzy jeszcze trzymają w zagrodach kury, rzadziej niestety koguty…
Koszt wykonania siennika – który ostatecznie wyniósł około 80 zł  (materiał na siennik: około 50 zł, 30 zł – słoma i siano) nie był jedynym argumentem przemawiającym „za” 🙂
Przede wszystkim pragnęłam spać na jak najbardziej naturalnym podłożu. Po wtóre – słoma i siano posiadają szczególne właściwości, w tym zastosowaniu, neutralizujące promieniowanie geobiologiczne (polecam ciekawy artykuł szerzej omawiający ten temat i najpopularniejsze odpromienniki: http://portal.bioslone.pl/Jak_sobie_poscielesz_tak_sie_wyspisz ).

SAM_1233

Nasz siennik

Uszycie worka nie było jakimś lada wyzwaniem 🙂 Aczkolwiek, z racji faktu, iż szyłam go z worków wojskowych lnianych, zakupionych w demobilu, trochę musiałam nakombinować i pozszywać tu i ówdzie 🙂 Ostatecznie wyszedł przyjemny wsyp, z dużym i wygodnym wejściem od przodu, który na czas używania zaszywam ręcznie. Worki wojskowe okazały się na tyle dobrym pomysłem, bo nie dość, że to tani materiał, bo z odzysku, to doprawdy porządny, mocny, solidny i grubo tkany. Dzięki czemu nie wiele pyłu przedostaje się pomiędzy nitkami a normalnie dość twardawa słoma, niekiedy o ostrych źdźbłach, jest praktycznie niewyczuwalna. A worki są w 100% naturalne, nie bielone, ale pozwalają materacowi „oddychać” – dzięki czemu można też wyczuć subtelny zapach siana i słomy i poczuć się jak w wiejskiej stodole. Cudownie 🙂
Tak wygląda siennik z dość bliskiej odległości Z rozpędu i fascynacji moim nowym materacem, uszyłam także siennik mojemu psu, który jak widzę, chętnie się na nim układa.
Niektórzy straszą, że w takim materacu zalęgnie się wszelkie zło i robactwo, albo nawet myszy. Być może i tak, wszystko zależy od warunków w jakich go przechowujemy.
U mnie w domu, myszy nie ma. Robactwa uporczywego póki co także nie widzę, a wiosną i latem pewnie co jakiś czas będę wynosić materac w nasłonecznione miejsce i niekiedy przełożę słomę, bo po pewnym czasie trochę się ugniata pod ciężarem, śpiących wygodnie na nim, ciał :))
Z uwagi na dostępność oraz niski koszt inwestycji, wsad takiego materaca można moim zdaniem spokojnie wymieniać raz w roku, jeśli jest to konieczne.

Nasz siennik przykryty wełną i skórą owczą

Doprawdy, polecam takie rozwiązanie. Do dziś zachwyca mnie cały czas zapach i ciepło jakie oddaje ten materac, choć dla własnej wygody – przykryty został jeszcze dodatkowo wełnianym pledem, a pod plecami układam sobie jeszcze baranią skórę, która przywędrowała na plecach mojego Lubego z naszych Tatr… A co tam, sen to czas tylko dla mnie 🙂 Trzeba sobie dogadzać, jak można, zwłaszcza, że na sen poświęca się około 1/3 swojego życia.
A tak wygląda pokryty wełną…

Z resztek, które zostały mi po workach, uszyłam sobie wymarzoną torbę, którą z przyjemnością zaprezentuję w kolejnym poście.

Zapraszam 🙂

 

Śledź NATULE w social media:

Zawarte na stronie treści to efekt moich doświadczeń, zdobytej wiedzy oraz własne refleksje na dany temat. Cenie sobie naturalne rozwiązania i je promuję. Ale decyzje w kwestii swojego zdrowia każdy podejmuje na własną odpowiedzialność. Dziękuję, ze tu zaglądasz 🙂 Pozdrawiam naturalnie. Asia